Kilka dni temu ogłoszono upadłość Spółdzielni Mleczarskiej w Rypinie – w momencie upadku dziewiątej mleczarni na polskim rynku!

Warto przypomnieć, że rynek mleczarski – własny, polski, tani, spółdzielczy a więc dający pracę i zyski Polakom, konkurencyjny do zachodniego – został programowo zniszczony przez Unię Europejską, podobnie jak polskie porty, hutnictwo, cementownie, rybołówstwo, przemysł cukrow2niczy, spirytusowy. A teraz dobiega końca niszczenie górnictwa.

Przypomnijmy więc wartościowy wpis z profilu Okiem Polaka:

„Egzekucja bez wyroku. Jak Unia Europejska zamordowała polskie mleczarnie i nazywa to „rynkiem”

To nie była porażka.

To była egzekucja w białych rękawiczkach.

Polskie mleczarnie nie upadły, bo były słabe. Upadły, bo ośmieliły się być konkurencyjne. A w Unii Europejskiej konkurencyjność jest mile widziana tylko wtedy, gdy pochodzi z odpowiedniego kierunku geograficznego.

Polska weszła do UE z sektorem mleczarskim, który miał wszystko, czego Zachód się bał: tani surowiec, rosnącą wydajność, nowoczesne zakłady i model spółdzielczy, który nie wysysał zysków do zagranicznych central. To była mieszanka wybuchowa. I system zareagował dokładnie tak, jak zawsze reaguje imperium zagrożone przez peryferie: nie zakazem, tylko kagańcem.

Kwoty mleczne były tym kagańcem.

Oficjalnie – stabilizacja rynku. W praktyce – zamrożenie hierarchii. Polska dostała limity oparte na historycznej produkcji z czasów, gdy kraj leżał na kolanach po transformacyjnej terapii szokowej. Innymi słowy: dano nam prawo do bycia biednymi na zawsze. Każda próba wyrwania się z tej pozycji była karana finansowo.

System działał jak ekonomiczna pętla. Produkujesz więcej, bo jesteś tańszy i lepszy? Kara. Masz popyt? Kara. Chcesz inwestować? Najpierw zapłać za to, że śmiałeś się rozwijać. To nie był wolny rynek. To był system tresury: masz znać swoje miejsce.

Zachodni producenci? Chronieni. Ubezpieczeni. Dokapitalizowani. Z wysokimi kwotami i politycznym parasolem. Oni mogli planować przyszłość. Polska mogła planować spłatę kar.

A potem – klasyczny numer oszustów: w 2015 roku zniesiono kwoty i ogłoszono „liberalizację”. Tylko że do startu ustawiono zawodników w dwóch różnych ligach. Jedni mieli kapitał, rezerwy i świeże bilanse. Drudzy – długi, wypalone marże i zablokowane inwestycje. To nie był wyścig. To była ustawka.

Upadki przyszły później, bo system był perfidny. Nie zabijał od razu. Zabijał powoli, rozkładając winę na „zarządy”, „błędy”, „lokalne problemy”. Każda mleczarnia padała osobno, żeby nikt nie zobaczył wzoru. A wzór był prosty: kraj z naturalną przewagą kosztową został systemowo zneutralizowany.

Dziś syndycy sprzedają majątek po zakładach, które mogły być europejskimi czempionami. To nie są ruiny po nieudolności. To są masowe groby po polityce regulacyjnej, której celem nie była konkurencja, tylko jej kontrola.

I nie łudźmy się – to nie była „wpadka”. To był model.

Ten sam model działa dziś przez ETS. Energochłonny przemysł w Polsce dusi się kosztami, podczas gdy największe zachodnie koncerny – te same, które miały ochronę wcześniej – dostają środki, subsydia i „mechanizmy kompensacyjne”. A media z powagą mówią, że „upadają także niemieckie firmy”, nie dodając, że niemieccy giganci prowadzą globalną ekspansję za wspólne pieniądze.

Setki miliardów euro mają popłynąć na „zieloną transformację” Indii – oczywiście w technologii produkowanej przez tych, którzy wcześniej zostali osłonięci przed konkurencją. Polska płaci. Niemcy sprzedają. Bruksela klaszcze. To nie jest solidarność. To jest kolonializm regulacyjny w nowoczesnym opakowaniu.

Unia Europejska nie jest neutralnym arbitrem rynku. Jest architektem układu, w którym nowi gracze mają kupować, konsumować i podporządkować się, a nie wygrywać. Polskie mleczarstwo przegrało nie dlatego, że było słabe. Przegrało, bo zagrało według zasad, które były od początku ustawione przeciwko niemu.

A dziś ten sam los szykowany jest całemu przemysłowi.

I znowu usłyszymy, że „rynek zweryfikował”.

Nie. Rynek został zaprogramowany.

A my – jeśli dalej będziemy udawać, że to przypadek – będziemy tylko kolejnym sektorem na liście cichych likwidacji.”