wrzesień 2026
W Europie przez długie lata takie procedury jak przymusowa sterylizacja oraz mniej lub bardziej dobrowolna eutanazja wydawały sie skompromitowane. Chociaż mimo to wciąż były przeprowadzane w Skandynawii, aż do lat 70-tych.
Po 2000 r. takie procedury zostały odkurzone, inaczej opakowane i przywrócone jako nowe idee. Szczególnie w krajach Beneluksu.
Najpierw eutanazja miała być „prawem” osoby chorej, cierpiącej. Ale szybko przesuwano tę granicę: wystarczyło być po prostu chorym, zmęczonym czy depresyjnym.
Potem „prawo” do zgody na eutanazję rozszerzono na rodzinę, jeszcze potem na opiekunów prawnych, czasem w ogóle nie bliskich, tylko wyznaczonych przez sąd.
Odtąd chory może być uśmiercony, bo ma zaburzenia, a sąd wyznaczy mu opiekunkę społeczną, która uzna, że lepiej przeprowadzić eutanazję.
A to już jest powrót do procedur III Rzeszy, kiedy o eutanazji decydowali „lekarze” eugenicy oraz urzędnicy administracji.
Jednak urzędnikom unijnym ciągle jest mało, kilka lat temu prawo to przestało obowiązywać tylko dorosłych: granicę przesunięto na … 12 rok życia!
A poluzowanie procedur poszło tym razem szybciej – zamiast dziecka decydują rodzice, zamiast rodziców – psycholog, zamiast psychologa – sąd, urzędnik i opiekunka społeczna.
Obecnie, we wrześniu 2026 r., ujawniono, że w 2025 r. eutanazję zastosowano wobec … dziecka rocznego. Na podstawie „wskazania lekarskiego”.
Zrobiono to już bez zmiany prawa, jedynie „interpretując” obowiązujące prawo.
Dziecko „miało problemy z odkrztuszaniem wydzieliny z dróg oddechowych, co powodowało duszności i zwiększało ryzyko infekcji” (!)
Chciałoby się powiedzieć, że Polska powoli, ale jednak idzie w tym kierunku.
Ale, właściwie już tu jesteśmy. Przecież mamy niedawny przykład „lekarki”, która zabiła urodzone już dziecko na podstawie zaświadczenia wystawionego przez „psychologa” z organizacji pro-aborcyjnej.
W III Rzeszy te przepisy miały nazwę „Gnatentod” – „Miłosierna śmierć”

