Szymuś vel Palikot vel Petru vel Staszka Lubnauer vel jakiś szłapka vel Hop-Tryk-TVN vel Collegium Tumanum vel „Płaczący z Konstytucją” vel Marszałek Rotacyjny vel Wysoki Komisarz zbankrutowanego ONZ – właśnie został zjedzony i wypluty.
Jeszcze jest w Sejmie, jeszcze robi dobrą minę do złej gry
Właśnie stracił władzę w partii, która się nazywała „1984 Szymona Hołownia” albo jakoś tak.
I jedyne co zrobił, to – jak każdy silny mężczyzna – poszedł na zakupy i kupił kapelusz
Bo to on był szefem tej piaskownicy, a koleżankę Pełczyńską wysuwał na wicepremiera, bez skutku. Teraz ona go pchła, i … od razu mówi, żeby sam sobie został wice-premierem.
To już ten czas, kiedy spokojnie można kupić sobie popcorn, włączyć TVN24 i napawać się kabaretem z dziennikarzami o giętkich kręgosłupach.
Tylko po co?
Że tak się skończy, wiedzieliśmy zanim się zaczęło.
Chociaż tak całkiem na poważnie – musimy odnotować, że Szymon Hołownia, jako Marszałek Sejmu, uciął próbę puczu i zdrady stanu po wyborach prezydenckich 2025 r., wyznaczając posiedzenie z zaprzysiężeniem Prezydenta RP Karola Nawrockiego. I to odróżnia go od tej galerii politycznych kreatur wymienionych na początku.
Tymczasem jego koleżanka z klasy już na zawsze zostanie z tym wzrokiem poszukującym (bezskutecznie) rozumu:


