październik 2026
Równo rok przed wyborami Platforma i posłuszna jej „koalicja” po raz kolejny forsuje unijne przepisy DSA.
Tak jak w Brukseli, tak i w Warszawie zamysł jest ten sam – pod pozorem eliminowania patologicznych i nieuczciwych treści – władza chce mieć narzędzie do blokowania niewygodnych dla siebie treści oraz karania niezależnych wydawców, autorów, komentatorów, organizacji, partii.
Cenzurę w internecie ma stosować zależne od polityków ciało.
Władza w ten sposób dostanie narzędzie, które:
- będzie usuwać z internetu niewygodne dla reżimu treści
- będzie karać finansowo niepokorne media
Do tego dodaje się iluzoryczną ścieżkę odwoławczą do sądu, gdzie sprawa będzie trwała lata.
Tym razem koalicja 13 grudnia wykorzystuje do tego tragiczne wydarzenia z atakami w szkołach.
Adam Wielomski skomentował to dla dziennik.pl, że władza zamierza dzięki ustawie:
„usuwać niezależne media, a jednym źródłem informacji dla wyborców mają być duże media lewicowo-liberalne. Prawdę o tym, co się dzieje na świecie, co jest informacją, a co dezinformacją, ma przyjąć na siebie jakaś grupa powołana przez ministra cyfryzacji z klucza czysto politycznego i ideologicznego.”
Gawkowski jako gwarant jakości treści? Czysty absurd.
Wiadomo, że zawsze zrobi to, czego zażąda od niego Tusk i komitet wyborczy Platfusów.

