2025 i 2026 to lata dzikiej prywatyzacji sektora usług zdrowptnych.
Szpitale nie są likwidowane – jak za pierwszego Tuska – ustawami (te by nie przeszły), ani zmianami organizacyjnymi (dziś głos z dołu jest o wiele śmielszy).
Dziś szpitale umierają poprzez odcięcie środków, zagłodzenie.
Brak subwencji na kolejne działy służby zdrowia, a w szczególności na wizyty u specjalistów, oddziały położnicze, kardiologiczne, oczne – powoduje, że dyrektorzy szpitali „sami” zawieszają swoje oddziały, a de facto je likwidują. Lekarze się „sami” zwalniają, szpitale ograniczają przyjmowanie pacjentów.
Rośnie też zadłużenie – tyle, że głównie samych szpitali i lokalnych samorządów.
Część szpitali uruchamia usługi mieszane – bezpłatne z płatnymi (nie licząc starej szarej strefy w postaci łapówek czy „prywatnych” pacjentów ordynatorów).
Wszystko to wywołuje oburzenie, często jednak skierowaną na sam szpital czy burmistrza, kiedy prawdziwa przyczyna leży w Warszawie, w Koalicji 13 grudnia.
A kierunek polityki KO wobec służby zdrowia w praktyce wygląda następująco – nowi wiceministrowie Katarzyna Kęcka i Tomasz Maciejewski to medycy związani dotąd z prywatnym sektorem usług zdrowia

W tym też temacie są apteki. To rynek równie wielki i łakomy kąsek do przechwycenia. Tu też działają lobbyści.
Poseł KO Jerzy Meysztowicz zapewne znalazł gotowy projekt na ulicy, uznał, że jest niezły i w dobrej wierze przyniósł do Sejmu.


