Były zasłużony opozycjonista Marek Biernacki dał się wciągnąć w niszczenie pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Jako szef sejmowej komisji do spraw służb specjalnych sygnuje raport, który omawia rzekome niezadowolenie miejscowej ludności.
Świadczyć o tym mają między innymi podpalenia sprzętu na budowie przyszłej elektrowni. Ale dlaczego te akty przypisywane są miejscowym? A nie na przykład obcym służbom?
I jak zabezpieczona jest najważniejsza strategicznie polska budowa, jeśli szef sejmowej komisji ds służb przypisuje te podpalenia zwykłym mieszkańcom?
Poza tym komisja Biernackiego mówi o hałasie i obaczeniu dróg dojazdowych do budowy. Każda budowa generuje takie niedogodności, ale mówienie o nich (zamiast np. wybudowania alternatywnej drogi) jest wyrazem albo nieudolności albo celowego działania wymierzonego w tak ważną inwestycje.
Dlaczego Marek Biernacki wpisuje się w absurdalne ataki na elektrownię jądrową? To już jest pytanie do przyszłych, niezależnych służb.

