Kilka dni temu ambasador USA zapowiedział izolację komucha Czarzastego (niestety marszałka Sejmu) za jego wypowiedzi wobec D. Trumpa.
Teraz wychodzi na jaw, że swoje wypowiedzi stary komuch omawiał z … R. Sikorskim.
Sprawa jest więc o wiele poważniejsza. Winien jest nie tylko agent wpływów sowieckich w Polsce (co już jest skandalem), ale winę ponosi też MSZ.
Komuch Czarzasty powiedział wyraźnie, w formie przygotowanego oświadczenia:
„Marszałek Sejmu taki ma zwyczaj, że konsultuje swoje wypowiedzi dotyczące polityki zagranicznej”.
W ten sposób świadomie wkopał Sikorskiego, MSZ i koalicję 13 grudnia.
Wygląda na to, że antyamerykańskie fobie stają się oficjalnym stanowiskiem Polski reżimu 13 grudnia.
Logicznym krokiem Amerykanów powinno więc być teraz zerwanie stosunków z polskim rządem. Jak na razie chyba nie chcą decydować się na ten krok.
Ale wracamy widocznie do lat 80-tych, Dziennika Telewizyjnego i Urbana plującego codziennie na niedobrą Amerykę.
Paweł Jabłoński, były wice minister MSZ, napisał:
„Jeśli to prawda, że wypowiedź Włodzimierza Czarzastego dostała akceptację polskiego MSZ, to sprawa jest dużo poważniejsza, niż się wydawało. Tusk celowo pogarsza relacje z USA, żeby doprowadzić do wycofania wojsk z Polski i mieć pretekst do popierania centralizacji UE”
Ale według nas sprawa może mieć jeszcze głębsze dno. Bo wydaje się, że chamskie odzywki komucha czy żony Sikorskiego są przemyślane, ale jednocześnie szkodzą bardziej zawoalowanym działaniom Tuska. Donald Tusk od zawsze realizuje politykę Berlina, która ma skłócić nas z USA, ale starał się robić to w sposób niezauważony, przynajmniej dla swoich lemingowatych wyborców.
Teraz ten proces i przyspiesza i staje się jawnie chamski.
Czyżby krecia robota Berlina realizowana za pośrednictwem swego namiestnika w Warszawie nabrała sowieckiego przyspieszona z Moskwy?


Czarzastego komucha oraz Apelbauma nie pokazujemy, żeby się dzieci nie wystraszyły.

