Łukasz Cieśla, poznański dziennikarz, napisał 12 stycznia 2026 r. na FB

„Spieszmy się słuchać podcastów, tak szybko znikają…

Wskutek decyzji poznańskiego sądu wycofany został nasz podcast w Radiu Poznań o sprawie zniknięcia poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Chodzi o podcast, który składał się z 11 odcinków i w którym wspólnie z Krzysztofem Sadowskim rozmawialiśmy z bratem Jarka, jego znajomymi, z przedstawicielami prokuratury, sądu i policji o tej tragicznej oraz wciąż niewyjaśnionej historii.

Podcast zniknął z internetu, bo urażony poczuł się Mariusz Ś., twórca Elektromisu, Żabek i Biedronek, a poznańska sędzia Magdalena Horbacz, z nieznanych powodów, w pełni zgodziła się z jego wnioskiem.

O sprawie tak pisze dziś „Gazeta Wyborcza” piórem Piotra Żytnickiego:

„Radio Poznań zapłaci 50 tys. zł za każde powiązanie Mariusza Ś. ze sprawą zabójstwa Jarosława Ziętary (…). Radio usuwa podcast i nie może publikować nowych materiałów, mimo że Konstytucja zabrania cenzury prewencyjnej. (….) Radio nie może też sugerować, że na początku lat 90. ubiegłego wieku biznesmen prowadził nielegalne interesy. Sędzia ostrzega: za każdy przypadek niezastosowania się do tego zakazu nałoży 50 tys. zł kary”.

Piotrowi bardzo dziękuję za zajęcie się sprawą, a zainteresowanych odsyłam do jego tekstu:

Poniżej kilka uwag ode mnie:

* 2 grudnia 2025 poznański Sąd Apelacyjny, w wątku karnym, wydał przełomowy wyrok ws. Jarka Ziętary. Uznał, że już teraz mógłby skazać dwóch byłych ochroniarzy Mariusza Ś. za porwanie dziennikarza i przekazanie go nieustalonym zabójcom, ale z przyczyn proceduralnych musi ich sprawę zwrócić sądowi pierwszej instancji. Ponadto Sąd Apelacyjny wskazał, że Ziętara zginął, bo był dziennikarzem, przed zniknięciem 1 września 1992 r. interesował się podejrzaną działalnością firmy Elektromis stworzoną przez Mariusza Ś. i zniknął za temat, o którym nie zdążył napisać.

Dodam, że Sąd Apelacyjny zwrócił uwagę, że „obecnego wyroku nie byłoby, gdyby nie determinacja rodziny, a zwłaszcza nieżyjącego ojca Jarka i znajomych dziennikarza”. Sąd jasno dał do zrozumienia, że słuchał mojego i Krzysztofa Sadowskiego wideocastu w Radiu Poznań, czytał też moje teksty w Onecie o kluczowych i nowych zeznaniach Ani Dolskiej, koleżanki Jarka ze studiów. Na szczęście sędziowie z apelacji mogli wysłuchać podcastu, zanim zniknął on z internetu i z wszelkich platform podcastowych.

* Dlaczego podcast zniknął? Zniknął, ponieważ 5 grudnia 2025 r. inny poznański sąd, a konkretnie pani sędzia Magdalena Horbacz z wydziału cywilnego Sądu Okręgowego, wydał zaskakujące postanowienie. Za zamkniętymi drzwiami, nie słuchając argumentów radia lub naszych (Krzysztofa i moich jako współautorów podcastu), nie informując nas o posiedzeniu, pani sędzia uznała, że radio nie może rozpowszechniać konkretnych treści na temat Mariusza Ś.

Nie wiem, czy pani sędzia znała wyrok w wątku karnym, który zapadł 3 dni wcześniej w innej sali innego sądu, nie wiem, czy poznała obszerne akta sprawy Ziętary, akty oskarżenia prokuratury, wyroki sądów i zeznania licznych świadków.

Co więcej, orzeczenie pani sędzi nie wskazuje, które konkretnie zdania z podcastu są niewłaściwe zdaniem szefa Elektromisu i pani sędzi, za to zagroziła radiu konkretnymi karami finansowymi. Radio ma zostać ukarane za niepochlebne treści na temat Mariusza Ś. w kontekście sprawy Ziętary i szemranych interesów Elektromisu w latach 90.

Jednocześnie zobowiązała radio, by przez rok (!!!) informowało każdego odwiedzającego stronę radia, że toczy się postępowanie sądowe o ochronę dóbr osobistych Mariusza Ś. Wejdźcie na stronę radia i sami zobaczcie, jak to wygląda.

Pani sędzia nie sporządziła żadnego pisemnego uzasadnienia swojego stanowiska, bo w pełni zgodziła się z argumentami Mariusza Ś., który swój wniosek złożył kilka tygodni wcześniej. Radio to zastraszające postanowienie już wykonało. Zrozumiało je tak, że należy na wszelki wypadek zdjąć podcast, ale złożyło odwołanie i czekamy na rozstrzygnięcie.

* Dodam, że wniosek Mariusza Ś. w sprawie podcastu to element jego szerszej sądowej kontrofensowy. Wcześniej mnie i Jakuba Stachowiaka pozwał za naszą książkę o sprawie zniknięcie Jarka Ziętary („Dziennikarz, który wiedział za dużo”). W tym wątku biznesmena reprezentuje poznańska adwokat Anna Wilińska-Zelek, która jest jednocześnie wykładowcą… na Wydział Nauk Politycznych UAM w Poznaniu który przed laty kończył Jarek Ziętara i gdzie wisi tablica upamiętniająca jego tragiczne losy. Z jednej strony domaga się przykładnego ukarania nas, dziennikarzy piszących o sprawie Ziętary i wątkach Elektromisu, z drugiej ma uczyć zawodu przyszłych dziennikarzy. To kolejny zaskakujący chichot losu…

Z tego miejsca bardzo dziękuję mojej redakcji – Onetowi. Choć książka powstała przed moim przyjściem do Onetu, redakcja zapewniła mi pomoc prawną i w pełni mnie wspiera.

* Później biznesmen Mariusz Ś., po pozwaniu nas za książkę, zgłosił roszczenia także przeciwko Onetowi i wydawnictwu RASP za teksty, w których poruszano jego wątki w kontekście zniknięcia dziennikarza. O tych jego działaniach szerzej napiszę wkrótce, bo naprawdę jest o czym.

* Odnoszę nieodparte wrażenie, że twórca Elektromisu próbuje zamknąć nam wszystkim usta. Szkoda, że niektórzy sędziowie idą mu na rękę, dopuszczając się przy tym cenzurowania mediów, wydając postanowienie bez uzasadnienia, za zamkniętymi drzwiami, grożąc redakcjom i dziennikarzom surowymi karami finansowymi.

* Sprawa Jarka Ziętary nie umarła w dużej mierze dlatego, że przez lata interesowała się nią jego rodzina i garstka dziennikarzy, z Krzysztofem M. Kaźmierczakiem, Piotrem Talagą i Anią Dolską na czele. Kolejni dziennikarze, w tym i my z Jakub Stachowiak czy Krzysztofem Sadowskim, dołączyliśmy do tej sztafety i wspólnie dążymy do tego, aby prawda zwyciężyła. Orzeczenia sądu wydawane za zamkniętymi drzwiami nie zmienią tego, że historią Jarka, którego ciała do tej pory nie znaleziono, nadal będziemy się zajmować.

Ciąg dalszy nastąpi.”