Więcej wiemy o wojnie o ustawy śmieciowe.

Bo proponowana przez Lewicę ustawa o inspektorach Państwowej Inspekcji Pracy miała dawać większe możliwości przekształcania z urzędów takich umów. Do tego pracodawca musiałby udowodnić, że dana śmieciówka jest umową B2B. W innym przypadku – automatycznie stawałaby się umową o pracę.

Lewica opracowała ją późno, bo 2 lata odkąd weszła do Koalicji 13 grudnia i 3 lata odkąd ją obiecała wyborcom.

A Donald Tusk wyrzucił ją 31 12 2025 r. do kosza. Jakoby do poprawki.

Ale po 01 01 2026 r. uściślił, że koniec ze zmianami. Powiedział:

„Tę sprawę uważam za zamkniętą”

Tyle, że rodzi to kilka kłopotów w Koalicji 13 grudnia:

  • Lewica w odwecie nie poprze zmiany ustawy o limicie dwóch kadencji dla samorządowców (stołki dla ZSL !!!)
  • Unia Europejska nie wypłaci funduszy z KPO powiązanych z zapisem o likwidacji śmieciówek (był to „kamień milowy wpisany do Krajowego Planu Odbudowy”)
  • do państwowej kasy nie wpłyną dodatkowe podatki, ZUS-y itp. z umów o pracę
  • nadal będzie istniała szara strefa śmieciówek, głównie są to przypadki, kiedy pracodawcy zmuszają pracowników do pracy na śmieciówkach

Ale co tam, Donald Tusk uległ jakiemuś lobby i nic innego sie dla niego nie liczy.

W przyszłości koniecznie trzeba sprawdzić, kto (ponad Tuskiem) stał za zatrzymaniem tych zmian. Może to być podobna afera do sprawy Rywina („i czasopisma”). Jest to tym bardziej uzasadnione porównanie, że ze śmieciówek korzystają w dużym stopniu media – oczywiście te praworządne, wolne i – przypadek – wspierające reżim 13 grudnia.

Na śmieciówkach jest też większość elektoratu Koalicji 13 grudnia z obszarów kultury.

Ale media już wróciły do nomenklatury, że to nie śmieciówki, ale umowy B2B. Niby elegancko i nowocześnie, ale smród jest.