Prezydent RP Karol Nawrocki spotka się z Kosiniakiem i Siemoniakiem.

Czy to jakiś dobry omen? W pewnym sensie tak, bo choć są to pinki, to jednak dotąd mieli zakaz spotykania się z Głową Państwa. Dla Tuska miało to wymiar symboliczny – nie uznawania Prezydenta RP. Dlatego ilekroć jego ludzie choćby spoglądnęli w kierunku Belwederu, od razu wołał: „Do budy!”

Co więcej, Tusk zabronił także swoim rezydentom w kierownictwie służb spotykania się z Prezydentem, na przykład w ramach posiedzeń Biura Bezpieczeństwa Narodowego, co już było złamaniem prawa i Konstytucji RP (to jedna ze spraw, za które musi w przyszłości odpowiedzieć nie tylko politycznie czy służbowo, ale też karnie).

W odpowiedzi Prezydent odmówił podpisania nominacji generalskich i oficerskich dla funkcjonariusz służb, które nie mogą się z nim spotykać.

Ale teraz te same pionki – Kosiniak z Kamyszem z ZSL oraz najmniej rozgarnięty w historii szef służb Siemoniak – mogą pójść do prezydenta. A towarzyszyć im będą czasowi kierownicy służb.

Czy to zapowiada jakiś zwrot (tylko po co?) czy po prostu Donald Tusk już nie ogarnia swojego podwórka.