Instytut Gaucka stawiany był innym krajom postkomunistycznym jako wzór.
Wiadomo, niemiecki.
Ale jednocześnie Instytut Gaucka, i w ogóle archiwa niemieckie, są firmami, które zarządzają aktami dokładnie tak, jak to robiły STASI, KGB czy nasza SB.
- publikują chętnie dokumenty dotyczące szeregowych pionków, a jeszcze chętniej przeciwników mainstreamu
- chowają, a nawet zaprzeczają istnieniu dokumentów dotyczących osób, które są chronione przez dzisiejsze władze Niemiec, służby niemieckie oraz (to ważne w niemieckiej rzeczywistości) niemieckie lobby gospodarcze i finansowe
- wobec dziesiątek milionów dawno zmarłych nazistów, SS-manów i zbrodniarzy – wciąż stosują absurdalną ochronę danych osobowych
- ujawniają fragmenty dokumentów, których istnieniu wcześniej zaprzeczały. Robią to, aby pogrozić palcem tym, którym trzeba. Czy nie taki był cel niedawnej wiadomości o współpracy Klausa Bachmanna? I nie było to pogrożenie w kierunku Bachmanna.
- podobnie obcesowo Instytut Gaucka potwierdza, że teczka Merkel jest tajna. Jest tajna, bo ma być tajna, ale wiadomość, że istnieje – już jest skierowana bezpośrednio do Merkel: „siedź cicho, bądź grzeczna” Sąd w Berlinie odrzucił w tej sprawie wniosek Marcela Luthe).
Na szczęście Amerykanie mają dużo kopii niemieckich dokumentów (a nawet oryginałów) i raz na jakiś czas je ujawniają. Vide – ostatnio ujawnione akta 16 MILIONÓW Niemców – członków NSDAP.
Tym razem jest to komenda „waruj!” dla Merza, którego dziadek …
Ale, prawdę mówiąc, jaki niemiecki dziadek nie należał do NSDAP, SA czy SS?


