20 marca 2026
Donald Tusk i Koalicja 13 grudnia obiecywali, że wywalczą obniżenie lub nawet zawieszenie podatku ETS1 oraz przesunięcie w czasie podatku ETS2
Ale, jak można się było spodziewać, te zapowiedzi były skierowane jedynie na wewnętrzną opinię publiczną. A nawet tylko do swoich wyborców, bo inni Polacy i tak w to nie wierzyli.
I stało się tak, jak miało się stać.
20 marca na szczycie państw EU podatek ETS nie został zmieniony, nie został zawieszony.
Zamiast tego pojawił się jedynie zapis o tym, że „możliwe jest” elastyczne podejście do ETS. Oprócz tego Bruksela dopisała do regulacji ETS plan zwiększenia inwestycji w OZE. W ten sposób zrobiła to, co lewica umie najlepiej: pod ładnymi hasłami wprowadzanie niekorzystnych zmian. Typowa wrzutka w ustawy, którą cały czas stosuje u nas Koalicja 13 grudnia.
I tak zmiany są „możliwe”, ale Bruksela na razie nie przewiduje żadnych zmian. W lipcu – już po sezonie grzewczym i w okresie ogórkowym – zrobi „przegląd” zapisów. Z przeglądu oczywiście nic nie wyniknie, najwyżej dopiszą kolejną wrzutkę pogarszającą kondycję ekonomiczną rodzin i firm.
Oczywiście Donald Tusk ogłosił swoim wyborcom sukces i tego się mają trzymać.
Wszyscy nadal będziemy płacić rachunki z wbudowanym manipulacyjnym podatkiem UE. Polskie firmy nadal będą niekonkurencyjne, coraz więcej firm zawiesza działalność lub wręcz bankrutuje.
W praktyce wygląda to tak, że:
- firmy energetyczne płacą podatek ETS
- ETS podnosi koszt wytwarzania energii o 15% nawet do 60% !
- w Polsce relatywnie ten podatek od wytwarzania energii jest największy, bo to polskie surowce energetyczne są na cenzurowanym Unii (węgiel)
- firmy muszą wrzucać ten koszt w rachunki za prąd
- w rachunku dla rodzin ETS podnosi ceny na prąd przynajmniej o 20%
- ale rachunkach dla firm, które nie mają rabatów, ten koszt jest o wiele większy. I to powoduje horrendalne koszty energii, które dobijają kolejne firmy
- pieniądze ściągnięte z podatku ETS trafiają na rozwój OZE, a więc w praktyce do wielkich firm produkujących instalacje i prowadzące inwestycje w OZE. To w praktyce grabież europejskich rodzin i przelewanie pieniędzy na lobby OZE
- to powoduje nierówność ekonomiczną, np. tani węgiel okazuje się drogi, a bardzo drogie i ekonomicznie nieuzasadnione inwestycje w OZE są dotowane (np. inwestycje Kulczyków w farmy wiatrowe). Jest to typowo ideologiczne i korumpujące podejście.
- dodatkowo kupno prądu wytwarzanego z OZE ma zapewnioną kwotę wykupu (absurdalnie wysoką), w ten sposób prąd z OZE jest kolejny raz dotowany
- A te dopłaty do wykupu prądu z OZE wrzucane są w rachunki wszystkich klientów, co po raz kolejny powoduje ich sztuczne podbicie. I tak szatański krąg się zamyka. Z punktu widzenia lobby OZE i skorumpowanych eurokratów – jest to system idealny.
- Tymczasem prąd w ZOE coraz częściej idzie „w powietrze”. W 2025 r. nie wykorzystano 1,4 TWh z OZE (2 razy więcej niż w 2024) z tego powodu, że energii z OZE jest za dużo (np. w słoneczne dni), a brakuje wtedy, kiedy jest naprawdę potrzebna (np. w zimie). Coraz częściej wyłączane są duże farmy fotowoltaiki i wiatrowe, czego my zwykli konsumenci nie widzimy. Ale a urząd regulujący zapowiada, że wyłączenia (nieodbieranie prądu) niedługo dotknie indywidualnych dostawców, co zostanie już w społeczeństwie zauważone. Może to w jakimś stopniu otworzy oczy na problem absurdalności działań Unii i lobbystów.
Oprócz inwestycji w OZE, haracz ETS idzie też na inne mało sprawiedliwe społecznie cele. W Polsce na przykład (jeszcze od czasów Zjednoczonej Prawicy) na dotowanie elektrycznych samochodów.
W ten sposób dotowane są od lat:
- firmy motoryzacyjne, zawyżające ceny samochodów elektrycznych (znowu ukryta dotacja)
- bogaci klienci kupujący samochody elektryczne
Ale tu akurat właśnie następuje zmiana, bo Koalicja 13 grudnia zapowiedziała, że w tym roku już wyczerpał się fundusz na dotacje do zakupu elektrycznych aut. A więc i ta kasa została przekierowana w nieznanym nam kierunku.
I tak to się kręci.
A tymczasem Koalicja 13 grudnia zapowiada kolejną „walkę” z Brukselą.
Za kilka dni upływa termin składania protestów w sprawie Mercosur.
Póki co rząd unika tego tematu – wiadomo, żadnego protestu nie złoży.
I Bruksela o tym wie, von der Leyen zapowiedziała start Mercosur bez czekania na rozpatrzenie go przez TSUE.

