W Europie odchodzą od „celów klimatycznych”
Włochy – premier Meloni najpierw ogłosiła, że przestaje stosować podatek ETS1 – aby cena za prąd dla obywateli i firm spadła. Kiedy Bruksela postraszyla ją konsekwencjami, włoski rząd zdecydował, że ETS1 będzie opłacane z budżetu państwa.
G. Meloni przyznaje, że ETS 1 (czy planowany ETS 2) to „podatek de facto narzuconym przez Europę”
Efekt dla odbiorców ma być ten sam – rachunki mniejsze o kwotę haraczu dla Brukseli. Nie tylko ulga dla obywateli, ale także ratunek dla firm a w dłuższej perspektywie zwiększenie ich konkurencyjności.
Łącznie dopłaty do rachunków za prąd mają wynieść 315 euro za odbiorców indywidualnych.
Kolejna decyzja rządu G. Meloni to zniesienie sztucznych wycen kosztów prądu ze źródeł „ekologicznych”. Dotąd do kosztów doliczano dodatkowe koszty na rozwój tych źródeł, swoisty haracz, co podnosiło koszty energii na rachunkach dla odbiorców.
Oznacza to też odejście od sztucznie wyznaczanych (zawyżanych) cen energii. Bo, jak się okazuje, Unia Europejska wyznacza jako punkt odniesienia dla wszystkich kosztów – cenę najwyższych kosztów pozyskiwania energii. W ten sposób pompuje nie tylko podatek ETS – jako haracz do Brukseli, ale także zawyża sztucznie koszty energii dla odbiorców w krajach UE.
Niemcy – już nie ma obowiązku odchodzenia od pieców gazowych i instalowania kosztownych pomp ciepła (duże nakłady inwestycyjne, a także duże koszty prądu do obsługi pomp.)
Niemiecki rząd także obiecuje swojemu przemysłowi zmianę w podejściu do ETS1 i zawieszenie ETS2.
Bruksela – odsuwa w czasie wprowadzenie podatku ETS2, ale głównie z powodu zbliżających się (w przyszłym roku) wyborów w dwóch ważnych państwach – Polsce i Francji. Gdyby poszły one nie po myśli Unii, mogłoby to wywołać dalekosiężne skutki w postaci zatrzymania szaleństw UE.
Mimo tych przykładowych ustępstw, UE nadal utrzymuje, że „cel klimatyczny” to zmniejszenie 90% emisji do 2040 r.
A to znaczy, że ponosić absurdalnie wysokie koszty oraz ograniczyć swój przemysł muszą inne państwa Unii, jak Polska, Rumunia czy Bułgaria.
A Polska już ma najwyższe ceny energii w Europie – ponad 100 euro, prawie 500 zł. za MWh.
Z tego rzeczywista cena energii to około 300 – 350 zł, reszta to haracz do Brukseli w postaci ETS1. W perspektywie dodatkowy haracz w postaci ETS 2.
Wszystko to przypomina film Costy Gavrasa „Mała Apokalipsa” oparty na powieści Tadeusz Konwickiego. Polski pisarz-emigrant ma popełnić samobójstwo w imię idei francuskich intelektualistów .


