B. Nowacka powiedziała – wyrzucając przedmiot Histoia i Teraźniejszość ze szkoły – że w podręczniku profesora Wojciecha Roszkowskiego „na każdej stronie są kłamstwa”.

Oczywiście nie potrafiła tego swojego kłamstwa uzasadnić w sądzie.

Broniła się przy tym tak głupio, jak chyba tylko ona potrafi: że to była „licentia poetica”.

Ale żeby stosować coś takiego jak „licentia poetica” trzeba być literatem, a przynajmniej rozumieć, co ten zwrot oznacza.

Przegrała więc w sądzie i musi prof. W. Roszkowskiego przeprosić.

Jednak po wyroku w swym pokrętnym tłumaczeniu brnie dalej, mówiąc, że wygrała, bo nie musi płacić kosztów sądowych.

Obie strony zapowiadają apelację.