Tom Rose napisał:
„Ze skutkiem natychmiastowym nie będziemy już utrzymywać kontaktów, ani komunikować się z Marszałkiem Sejmu Czarzastym, którego oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Donalda Trumpa poważnie zaszkodziły naszym doskonałym relacjom z premierem Tuskiem i jego rządem
(…)
Nie pozwolimy nikomu szkodzić stosunkom amerykańsko-polskim ani okazywać braku szacunku prezydentowi Donaldowi Trumpowi, który tak wiele uczynił dla Polski i Polaków”
Donald Tusk znalazł się między młotem a kowadłem, ale próbował jeszcze pokwikiwać, na co dostał odpowiedź w stylu szach i mat:
„I wiem, że zgadza się Pan, że obrażanie i poniżanie prezydenta Stanów Zjednoczonych – największego przyjaciela, jakiego Polska kiedykolwiek miała w Białym Domu – to ostatnia rzecz, jaką powinien zrobić jakikolwiek polski przywódca. Jak zapewne Pan również wie, zawsze będę bronił mojego prezydenta bez wahania, wyjątku czy przeprosin”
Czarzasty sprawia Tuskowi o tyle kłopot, że jeśli Tusk chce, aby zerwanie z USA wyglądało na winę USA (chociaż wierzą w to tylko jego lemingi), to komuch robi to ostentacyjnie i na chama.
Różnica jest też taka, że Tusk robi to na polecenie Berlina i Brukseli, a komuch wciąż tkwi w świecie sowieckim.
Obaj nie przeszli dopuszczenia do tajemnic służbowych, i obaj je mają z racji zajmowanych funkcji.
Dwóch niebezpiecznych, antypolskich wariatów u władzy.




