Przytaczamy głos w sprawie kneblującego paragrafu 212. Koalicja 13 grudnia tak chętnie mówi o wolności, że aż należy się bać. Podobnie często – jak inne reżimy – używa słów „miłość” czy „sprawiedliwość”. Groźnie się zacznie kiedy wzorem Korei Południowej zadekretuje „szczęście”
Albert Łyjak:
„Jest w tym wszystkim jakiś ponury symbol.
Państwo, które lubi opowiadać o „uśmiechu”, „nowej jakości” i „europejskich standardach”, sięga dziś po najbardziej archaiczne narzędzia represji- takie, które pachną PRL-em, a nie demokracją.
Paragraf 212 Kodeksu karnego.
Komunistyczny relikt. Przepis od karania za słowa, nie za czyny. Przepis, który w normalnym państwie prawa dawno powinien trafić do muzeum absurdu. A jednak właśnie nim chce się dziś zamykać usta.
I to komu?
Adamowi Borowskiemu- opozycjoniście, więźniowi PRL, człowiekowi, który swoje już za wolność zapłacił. Człowiekowi choremu, bez majątku, bez zaplecza, który nie handlował wpływami, nie robił karier, nie budował fortun. Człowiekowi, który nie cofnął się wtedy i nie cofa się dziś.
Po drugiej stronie tej historii nie stoi „prawo”.
Stoi układ.
Człowiek obciążony poważnymi podejrzeniami o udział w kradzieży 92 milionów złotych, o wieloletnie układy, o bycie adwokatem zawsze gotowym stanąć po stronie najsilniejszych. Ten sam, który bronił bankowego hochsztaplera Leszka Czarneckiego, który osłaniał interesy ludzi Tuska i jego rodziny, który latami funkcjonował jak parasol ochronny dla elit, nigdy dla zwykłych obywateli.
Nie symbol prawa.
Symbol systemowej bezkarności i ,,politycznego dresiarstwa”.
I teraz ten właśnie człowiek – beneficjent układów, politycznych parasoli i skręconych spraw występuje w roli oskarżyciela wobec kogoś, kto całe życie płacił za wierność zasadom.
Trudno o bardziej wymowny obraz.
Czy naprawdę tej władzy opłaca się pokazywać, że prawdziwą twarzą „Uśmiechniętej Polski” jest twarz agresywnego hejtera Romana Giertycha, który sam uciekał przed prawem za granicę, chował się za immunitetami i opowiadał o „represjach”, gdy dotykało to jego samego?
Ja ten mechanizm doskonale znam.
W PRL-u też byłem zamykany za słowa, myśli, poglądy. Wiem, jak działa państwo, które boi się prawdy i dlatego sięga po paragraf. Wiem też jedno: zawsze zaczyna się od jednego, a kończy na zastraszaniu wszystkich.
Dlatego jeśli trzeba – stanę w pierwszym szeregu przeciwko takim ludziom i my wszyscy musimy to zrobić. Nie z nienawiści. Z obowiązku. Bo to oni kompromitują prawo, politykę i niszczą państwo. To oni robią z Polski coś, co coraz bardziej przypomina Białoruś, a potem bez wstydu mówią o „standardach”. Ale ta
sprawa jest też dla nich niebezpieczna. Widać to po ciszy. Po próbach przemilczenia. Po nerwowości medialnych cyngli z TVN i tych wszystkich „aktywistów obywatelskich”, którzy na co dzień wycierają sobie gęby wolnością słowa, a dziś udają, że nic się nie dzieje.
Dlatego tak ważne jest ułaskawienie Adama Borowskiego. Bo wtedy nie da się już schować tej historii pod dywan. Będą musieli ją opisać. I będą musieli się wytłumaczyć i kiedyś za nią zapłacić.
Jedno teraz wiem na pewno: żaden przyzwoity człowiek, widząc ten syf, nie stanie po stronie Tuska j jego ludzi. I im częściej będzie się im to rzucać w twarz- tym szybciej pęknie ta fałszywa narracja o „uśmiechniętej” władzy.
Bo uśmiech nie przykryje podłości i nikczemności.
A paragraf z PRL-u nie zrobi z niej prawa.”

