Kiedy Tusk na posiedzeniu rządu wyrzucił projekt ustawy Lewicy mającej na celu ograniczenie ustaw śmieciowych, wszyscy myśleliśmy, że chodzi o naciski lobbystów prywatnych koncernów (w tym medialnych), które nie życzyły sobie końca półkolonialnych zasad w polskiej gospodarce.
Chodziło w końcu o to, by umowy śmieciowe regulujące pracę w istocie etatową nie niszczyły:
- pracowników mi ich rodzin (emerytura, ubezpieczenia!)
- polskiej gospodarki i budżetu (podatki, wpływy do ZUS!)
Ale chyba nikt nie przypuszczał, że w ślad za haniebnym gestem Tuska jego podlegli pójdą jeszcze dalej.
Bo oto związki zawodowe na Poczcie Polskiej alarmują, że przełożeni zmuszają pracowników, w tym ciężko pracujących listonoszy do rezygnowania z etatów i podpisywania „umów B2B” czyli właśnie śmieciówek!
ZZ Solidarność alarmuje:
„Taki sposób działania należy kwalifikować jako presję ekonomiczną, a nie swobodną decyzję pracownika, co pozostaje w sprzeczności z podstawowymi zasadami prawa pracy oraz utrwalonym orzecznictwem sądów”
(…)
„Proponowany model B2B zachowuje kluczowe cechy stosunku pracy. Praca ma być wykonywana osobiście, w wyznaczonych miejscach/rejonach, w ramach narzuconej organizacji pracy, według zasad i standardów określanych przez pracodawcę, przy jednoczesnej ekonomicznej zależności od jednego podmiotu. Zmiana nazwy umowy nie zmienia rzeczywistego charakteru wykonywanej pracy” i jednocześnie kieruje wniosek do Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie o podjęcie kontroli w Poczcie Polskiej.
Teoretycznie i praktycznie praca na poczcie w żadnej mierze nie może podchodzić pod zlecenie (stałe godziny pracy, grafiki, stałe obowiązki, struktura, hierarchia itd) i sprawa powinna być prosta. Tym bardziej, że związkowcy wzywają na ratunek Państwową Inspekcję Pracy i
Ale to jej właśnie przetrącił kręgosłup Tusk, wyrzucając do kosza projekt ustawy o uprawnieniach Inspektorów PIP.


