Na początku 2024 r. wybuchł skandal, kiedy jako jedna z pierwszych ustaw przygotowanych przez Koalicję 13 grudnia pojawiła ustawa wiatrakowa napisana nie przez osławione już ministerki, ale przez lobbystów, do tego zagranicznych. Wtedy jeszcze, wobec powszechnego oburzenia, reżim Tuska wycofał się rakiem.

W sierpniu 2025 r. Prezydent zawetował ustawę wiatrakową, która miała wrzutkę o zmniejszeniu odległości wiatraków od domów do 500 metrów.

Mamy styczeń 2026 r. i ministerki znów wrzucają ustawę wiatrakową. Tym razem lobbyści wpisali im inny „sprytny” sposób na przepchnięcie skandalicznych decyzji. Mianowicie chcą to zrobić przez … samorządy. Ustawa przewiduje, że do innej ustawy dopisze się, że mechanizm konsultacji planów miejscowych zagospodarowania (tzw. MPZP) będzie obejmował też dopuszczanie budowy wiatraków. I wtedy – np. skorumpowany wójt, burmistrz czy rada mogą dopuścić do budowy wiatraków choćby na podwórku sąsiada czy w środku wsi.

Co więcej – państwo wtedy powie, że to nie ich problem, tylko lokalnej decyzji.

I co jeszcze bardziej skandaliczne – nowa ustawa ministerek (lobbystów) przewiduje, że wiatraki będzie można stawiać nawet tam, gdzie już ZAKAZAŁA budowy wiatraków. Przy okazji określono ich wielkość – do 700 metrów!

Kolejny skandal – ministerki (lobbyści) ustawą wpychają wiatraki na tereny inwestycyjne wyznaczone przez gminy – bez żadnych wartości minimalnych! A przecież tereny te nie są wyznaczane z myślą o wiatrakach lecz o ułatwieniu inwestycji lokalnych mieszkańców oraz oddzielenia terenów przemysłowych od mieszkalnych czy rekreacyjnych.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ – polityczna, administracyjna oraz KARNA dla tych dwóch gigantek umysłu na zdjęciu. A inni winni (w tym zagraniczni) tego konsekwentnego lobbowania i niszczenia Polski lokalnej – do ustalenia.