Lewica podczas wyborów 2023 r., a następnie wchodząc do Koalicji 13 grudnia obiecywała m.in zniesienie umów śmieciowych (a także oczywiście ogólnoświatowe szczęście i dobrobyt, ale to również obiecywał Tusk).
Ponad dwa lata zajęło pato-lewicy, żeby wnieść projekt zniesienia umów śmieciowych.
A kiedy już się odważyli go pokazać na posiedzeniu rządu, Donald Tusk jednym ruchem wypier … te wypociny do kosza.
Broni ustaw śmieciowych? Nie tyle samych umów, co lobbystów, wielkich korporacji, w tym mediów. Bo czy jest w Polsce redakcja, która nie zatrudnia na śmieciówkach? A media są mu potrzebne, jeśli sam nie chce skończyć na śmieciówce.
Usłużne media każą więc swoim dziennikarzom nazywać je umowami B2B, ale i tak wiadomo, że to zwykłe śmieciówki, a Tusk jest na smyczy korporacji.
Tylko szkoda jego wyborców, bo to oni mają głównie te B2B i kiedyś się obudzą bez emerytury.
Ale nawet wtedy pewnie powiedzą swoim wnukom, że „to ten niedobry Kaczyński”


